Nasi czworonożni przyjaciele vel domownicy
Delsu, jeśli ktokolwiek powie Ci, że "to tylko pies", to olej tę osobę ciepłym moczem, bo jest nieczułym bydlakiem.
Piesu czy kotu to członek rodziny, z którym się zżywasz, za ktorego bierzesz odpowiedzialność i który odpłaca Ci się bezwarunkową miłością. To jest wyjątkowa więź, której nikt nie ma prawa podważać.
Bardzo Ci współczuję utraty członka rodziny, bo wiem, że to bardzo ciężki moment. Jeśli Cię to w jakiś sposób pocieszy, to będzie lepiej - nigdy nie zapomnisz, ale po czasie te złe chwile zastąpią dobre momenty. Zawsze będziesz mieć Czarusia w sercu, ale w końcu się pogodzisz - nie zapomnisz, ale pogodzisz.
Przeczytałam na czacie, że tata zarządził adopcję nowego piesałki. Nie ma w tym niczego złego, chciał zaopiekować się nowym pieskiem, może trochę zapełnić pustkę po Czarusiu, ale to widocznie było dla niego ważne. Dla Ciebie może to być za wcześnie, ale to jest ok. Tak jak zgodziliście się z Alą: nikt nie zastąpi Ci Czarosława i nie ma sensu udawać, że tak będzie.
Nie wiem czy Ci to pomoże, ale ja coś takiego usłyszałam po stracie Ozzy'ego, mojego pierwszego kota, i mi dało to duże wsparcie (mimo, że jestem ateuszem racjonalistą):
Mój Ozzy miał 6 lat, kiedy zdiagnozowano u niego raka. Chodziłyśmy z nim do weta przez święta Bożego Narodzenia i kilka dni po Nowym Roku, ale okazało się, że już nic nie można zrobić: są przerzuty nieoperacyjne, a dalsze życie skazałoby go na śmierć głodową (wymiotował po każdym posiłku; na ostatnim zdjęciu Ozyrysa widać, jak liże serek z mojego palca). Jedynym rozwiązaniem była eutanazja, bo nie chciałam skazywać go na cierpienie.
Mama zadecydowała, że to już koniec z przygarnianiem zwierząt (zresztą miałyśmy cały czas Pepsi). Ale traf chciał inaczej: pół roku po śmierci Ozzy'ego pojawiła się Bansia, mały, czarny kot. Mama nalegała żeby ją przenocować i poszukać jej domu, ale ja się nie zgodziłam i na drugi dzień zarejestrowałam ją do weta. Akurat tak się złożyło, że to była pani, która zajmowała się Ozzym. Po zbadaniu małego potwora powiedziała coś, co bardzo zapadło mi w sercu: "widocznie Ozzy zaprowadził ją do was, bo wiedział, że to dobry dom dla kota".
Delsu, jeśli Ci to pomoże, to pomyśl o tym, że może tego pieseła przyprowadził w jakiś sposób Czaruś. Może czuwał nad pieskami, które potrzebowały pomocy i jakimś zrządzeniem losu wskazał, że to właśnie Wasz dom będzie najlepszą przystanią dla piesałki.
Trzymaj się! I pozwól sobie na tyle żałoby, na ile możesz - jak to przejdziesz, to na pewno w Twoim sercu znajdzie się miejsce na nowe psiątko (a jak Cię znam, to już na pewno to miejsce jest gotowe).
Piesu czy kotu to członek rodziny, z którym się zżywasz, za ktorego bierzesz odpowiedzialność i który odpłaca Ci się bezwarunkową miłością. To jest wyjątkowa więź, której nikt nie ma prawa podważać.
Bardzo Ci współczuję utraty członka rodziny, bo wiem, że to bardzo ciężki moment. Jeśli Cię to w jakiś sposób pocieszy, to będzie lepiej - nigdy nie zapomnisz, ale po czasie te złe chwile zastąpią dobre momenty. Zawsze będziesz mieć Czarusia w sercu, ale w końcu się pogodzisz - nie zapomnisz, ale pogodzisz.
Przeczytałam na czacie, że tata zarządził adopcję nowego piesałki. Nie ma w tym niczego złego, chciał zaopiekować się nowym pieskiem, może trochę zapełnić pustkę po Czarusiu, ale to widocznie było dla niego ważne. Dla Ciebie może to być za wcześnie, ale to jest ok. Tak jak zgodziliście się z Alą: nikt nie zastąpi Ci Czarosława i nie ma sensu udawać, że tak będzie.
Nie wiem czy Ci to pomoże, ale ja coś takiego usłyszałam po stracie Ozzy'ego, mojego pierwszego kota, i mi dało to duże wsparcie (mimo, że jestem ateuszem racjonalistą):
Mój Ozzy miał 6 lat, kiedy zdiagnozowano u niego raka. Chodziłyśmy z nim do weta przez święta Bożego Narodzenia i kilka dni po Nowym Roku, ale okazało się, że już nic nie można zrobić: są przerzuty nieoperacyjne, a dalsze życie skazałoby go na śmierć głodową (wymiotował po każdym posiłku; na ostatnim zdjęciu Ozyrysa widać, jak liże serek z mojego palca). Jedynym rozwiązaniem była eutanazja, bo nie chciałam skazywać go na cierpienie.
Mama zadecydowała, że to już koniec z przygarnianiem zwierząt (zresztą miałyśmy cały czas Pepsi). Ale traf chciał inaczej: pół roku po śmierci Ozzy'ego pojawiła się Bansia, mały, czarny kot. Mama nalegała żeby ją przenocować i poszukać jej domu, ale ja się nie zgodziłam i na drugi dzień zarejestrowałam ją do weta. Akurat tak się złożyło, że to była pani, która zajmowała się Ozzym. Po zbadaniu małego potwora powiedziała coś, co bardzo zapadło mi w sercu: "widocznie Ozzy zaprowadził ją do was, bo wiedział, że to dobry dom dla kota".
Delsu, jeśli Ci to pomoże, to pomyśl o tym, że może tego pieseła przyprowadził w jakiś sposób Czaruś. Może czuwał nad pieskami, które potrzebowały pomocy i jakimś zrządzeniem losu wskazał, że to właśnie Wasz dom będzie najlepszą przystanią dla piesałki.
Trzymaj się! I pozwól sobie na tyle żałoby, na ile możesz - jak to przejdziesz, to na pewno w Twoim sercu znajdzie się miejsce na nowe psiątko (a jak Cię znam, to już na pewno to miejsce jest gotowe).
- SimDels
- Komiksomaniak

- Posty: 3870
- Rejestracja: środa 04 kwie 2018, 10:42
- Lokalizacja: Miasto kamienic
- Origin ID: Dels
Bardzo ci dziękuję Marwiczek. Pielnie to napisałaś. Może tak i było tu z tym "nieoprzypadkiem" i napewno fajnie jest w to wierzyć. Oczywiście że jest miejsce dla nowej piesy w każdym sensie. Nie miała imienia, tylko numer i bała się wszystkiego ale to chyba wręcz szalone tempo te jej postępy w nauce podstawowych rzeczy i nabierania odwagi do swiata wokol. łazi za mną sierotka krok w krok ,nie wiem jak ją teg oduczyc bo oczywiście sam reaguje głaskaniem itp więc to raczej napędzam a chodzi o to by... móc sie jednak z domu rodzinnegio wyprowadzić powiedzmy za ok 2 tygi .
Oczywiście jest już plan awaryjny czyli piesa jedzie ze mna ale wolałbym żeby została. W ten weekend pierwszy raz sporo czasu bezemnie a w niedziele odwrotnie, będzie brykać bez smyczy na dzialce znajomego gdzie tez będzie piesa i też taka raczej wycofana nieufna wiec ciekaw jestem jak te wrazenie zadziałają. Miśka, Mika, Mikulina (miało być imie robocze ake już tak zostanie( ma coś niezwykłego w spojrzeniu;
Oczywiście jest już plan awaryjny czyli piesa jedzie ze mna ale wolałbym żeby została. W ten weekend pierwszy raz sporo czasu bezemnie a w niedziele odwrotnie, będzie brykać bez smyczy na dzialce znajomego gdzie tez będzie piesa i też taka raczej wycofana nieufna wiec ciekaw jestem jak te wrazenie zadziałają. Miśka, Mika, Mikulina (miało być imie robocze ake już tak zostanie( ma coś niezwykłego w spojrzeniu;
- Załączniki
-
-
- Percival159
- Naczelny
- Posty: 997
- Rejestracja: piątek 11 cze 2021, 12:06
- Origin ID: Percival159
Ma bardzo sympatyczne spojrzenie, na drugiej fotce (zbliżenie) widać w nim jakąś taką ufność, zawierzenie, mimo tej zewnętrznej jeszcze czasem nieufności. Takie słodkie maleństwo. Z pyszczka troszkę przypomina poprzednią piesę, mimo że tamta była czarna i miała chyba ciemniejsze oczka, co pokazują fotki. Choć wiadomo, że "nietoperka" Czarusia nie zastąpi, bo nim nie jest; jest sobą. Myślę, że docenia Twoją dobroć i dlatego Cię nie odstępuje, choć z drugiej strony może jak poczuje się pewniej, to pozwoli sobie na bardziej samodzielną eksplorację domowego świata i nie tylko. Dobrze, że przyzwyczajasz ją do czasu bez siebie (w weekend), bo pomału będzie się uczyć, że prędzej czy później wrócisz oraz zobaczy, że pozostali domownicy też potrafią o nią zadbać.
W tobie okruch jakiś
w ziemi prochu garstka
na kamieniu portret
malowany żart...
w ziemi prochu garstka
na kamieniu portret
malowany żart...
- Katel
- Budowniczy

- Posty: 174
- Rejestracja: czwartek 07 cze 2018, 07:24
- Lokalizacja: Podkarpacie
- Origin ID: Katel
Oj, a ja nie na bieżąco ostatnio... Delsiku, bardzo współczuję straty przyjaciela. Dla mnie to oczywiste, że pies to członek rodziny. I jak przyjaciel odchodzi to zawsze zostawia po sobie smutek i poczucie straty.
Nowa psinka to nowa radość, ale to nie jest tak, że zapominamy o tych, które już za tęczowym mostek. To po prostu nowy dzieciak do kochania. Dla mnie określenie "psiecko" absolutnie nie ma negatywnego wydźwięku. Sama często tak mówię na mojego łobuza. Bo jest jak dzieciak, chociaz ma już ponad 10 latek. I oczywiście praca z psiakiem to podstawa. I każdy czas jest dobry
Ostatnio wzięłam się za poprawianie manier u mojego Lobka. Nie umiem szkolić psów i marnie mi idzie, ale drobne sukcesy są (siada na polecenie, o ile mam coś smacznego w garści
), nad komendą zwalniającą będziemy pracować, bo póki co wstaje jak mu się żywnie podoba, najczęściej zaraz jak usiądzie
Ale samo szkolenie psa jest niezłą frajdą niezależnie od efektów, więc trzymam za was kciuki i życzę samych sukcesów
Twój psiak jest uroczy i ma piękne kolorowe umaszczenie 
Nowa psinka to nowa radość, ale to nie jest tak, że zapominamy o tych, które już za tęczowym mostek. To po prostu nowy dzieciak do kochania. Dla mnie określenie "psiecko" absolutnie nie ma negatywnego wydźwięku. Sama często tak mówię na mojego łobuza. Bo jest jak dzieciak, chociaz ma już ponad 10 latek. I oczywiście praca z psiakiem to podstawa. I każdy czas jest dobry
W przerwach między budową a budową bawię się tak: https://www.wattpad.com/user/Kami-Kate
- SimDels
- Komiksomaniak

- Posty: 3870
- Rejestracja: środa 04 kwie 2018, 10:42
- Lokalizacja: Miasto kamienic
- Origin ID: Dels
Dzięki Wam bardzooo
Coś tam ma z niego, napewno takie podobne nieokrzesanie jak on kiedyś (nazywam to wieczornym napadem tadosnej głupoty) 
Fajne muszą być te spacery z przysiadami Katelek
Ja tez chodze z "cukierkami" by "psciecko" (fajne okreslenie
) wiedziało co jest fajne i co cieszy tego dużego małpiszona który je prowadza
Umaszczenie itd... tak sobiemysle że to dobreman w wersji jamnik 
Oczyma takie jakies wielkie smutne i mądre ,mam nazdzieje Parci, że da sie w nich jak najszybciej zobaczyć przewage radości (a może to zalezy od tego co chcemy widziec i co sami mamy w głowach na dany moment?)
Fajne muszą być te spacery z przysiadami Katelek
Oczyma takie jakies wielkie smutne i mądre ,mam nazdzieje Parci, że da sie w nich jak najszybciej zobaczyć przewage radości (a może to zalezy od tego co chcemy widziec i co sami mamy w głowach na dany moment?)


